Jeff Bezos jest bogaty. Bardzo bogaty. Tak bogaty, jak niektórzy polscy lekarze. Zasada dwóch pizz stała się podstawą kursów MBA i prezentacji na konferencjach o kulturze organizacyjnej.
Mało kto wspomnia, że armia amerykańska wpadła na to samo jakieś dwa tysiące lat po Rzymianach i kilkadziesiąt lat przed Bezosem. Nikt też nie powiedział, że Twoja hala produkcyjna działa dokładnie odwrotnie i to od dekad.
Czym jest zasada dwóch pizz i skąd naprawdę pochodzi
Bezos powiedział mniej więcej, że jeśli nie możesz nakarmić swojego zespołu dwiema pizzami to jest za duży.
[taktyczna przerwa na przemyślenie powyższego zdania]
[jeszcze dłuższa taktyczna przerwa]
Przemyślane?
W praktyce oznacza to 6-8 osób, maksymalnie. Wielkie zebrania to strata czasu, biurokracja, chaos i wszystko co spowalnia pracę.
Aleź to piękne, prawda?
Tyle, że antropolog Robin Dunbar opisał optymalne rozmiary grup ludzkich już w latach 90-tych, i to nie dla startupów z Doliny Krzemowej, tylko dla całego gatunku homo sapiens. Dunbar wykazał, że ludzie naturalnie tworzą grupy o rozmiarach 5, 15, 50, 150 - każdy kolejny poziom to inny typ relacji i inny poziom zaufania.
Warstwy Dunbara:
Armia amerykańska, co ciekawsze, działa dokładnie według tej sekwencji od dawna. Drużyna bojowa to 6-12 ludzi, pluton to okolice 50, kompania to 100-200. Naukowcy z Army Research Office formalnie potwierdzili, że ta struktura nie jest przypadkowa, ponieważ grupy o tych rozmiarach mają po prostu lepsze właściwości przepływu informacji niż inne.
Bezos odczytał intuicję wojskową i ewolucyjną, opakował w metaforę pizzy.
Co z tego wynika dla matematyki zespołu
Psycholog J. Richard Hackman poświęcił prawie pięćdziesiąt lat na badanie efektywności zespołów i doszedł do wniosku, który powinien wisieć w każdej sali konferencyjnej zamiast plakatów z ,,Let’s do it”: optymalny zespół projektowy to 4-6 osób i żaden zespół roboczy nie powinien przekraczać 10. "Żadnych dwucyfrowych liczb."
Dlaczego? Bo liczba połączeń między członkami zespołu rośnie wykładniczo, nie liniowo. Wzór jest prosty: N×(N-1)/2. Dla zespołu 6-osobowego to 15 połączeń do zarządzania. Dla 20-osobowego - 190. Nie jesteś dwa razy mniej efektywny z dwudziestoma osobami niż z dziesięcioma. Jesteś kilkanaście razy bardziej skomplikowany koordynacyjnie.
Stanford potwierdził, że najbardziej produktywne spotkania mają 7 plus minus 2 uczestników. Powyżej 9 osób produktywność spada. Poniżej 5 zaczyna się myślenie grupowe.
Twoje "pięć minut organizacyjne" na początku zmiany z czternastoma osobami to spektakl, w którym jedna osoba mówi, a trzynaście udaje że słucha.
Twoja hala produkcyjna robi to odwrotnie
I tu dochodzimy do sedna.
Bezos budował małe, autonomiczne, decyzyjne zespoły, które miały konkretny cel, właściwe zasoby i pełną odpowiedzialność za wynik. "You build it, you run it" - budujesz, to utrzymujesz. Odpowiedzialność nierozerwalna od decyzyjności.
Teraz popatrz na typowy zespół produkcyjny.
Brygadzista ma pod sobą piętnaście osób i decyzyjność w zakresie: kolejności pakowania skrzynek i tego, czy dać pracownikowi wolne 10 minut wcześniej. Wszystko inne wymaga akceptacji. Zmiana kolejności operacji – technolog. Przestawienie maszyny - utrzymanie ruchu + kierownik + ewentualnie technolog. Zgłoszenie reklamacji narzędzia - formularz, który musi zaakceptować ktoś, kto jest na spotkaniu o tym, że za mało składamy formularzy.
Dwadzieścia osób w zespole z zerem realnej decyzyjności to kolejka do okienka, w której wszyscy wiedzą, że okienko jest zamknięte, ale trzeba stać, bo tak jest procedura.
Skąd się wzięły te dwudziestoosobowe grupy
To nie jest przypadek, a spuścizna myślenia o produkcji, które ma swoje korzenie w taylorystycznej koncepcji span of control, czyli tym, ile osób jeden kierownik może nadzorować. Taylor pisał o tym na przełomie XIX i XX wieku w kontekście fabryk tekstylnych i hut stali, gdzie praca była powtarzalna jak metronom i pracownik miał być możliwie bezmyślnym wykonawcą ruchu.
Taylorystyczny span of control wynosił w różnych opracowaniach od 10 do nawet 30 podwładnych na jednego przełożonego, bo im więcej rąk do pracy pod jednym nadzorcą, tym taniej.
Problem w tym, że Taylor projektował to dla fabryk, gdzie jedyną pożądaną własnością pracownika była fizyczna sprawność i posłuszeństwo. Nie planował, że te same proporcje będą stosowane w 2026 roku, w firmach które oficjalnie mówią o "empowermencie" i "kulturze ciągłego doskonalenia", a nieoficjalnie mają piętnastu operatorów na jednego brygadzistę, który sam nie ma prawa nic zmienić bez akceptacji z góry.
Co to oznacza w praktyce, czyli dlaczego Kaizen nie działa
Chcesz wiedzieć, dlaczego warsztaty Kaizen w Waszej firmie dają entuzjastyczne wyniki w piątek po południu i zero zmiany w poniedziałek rano?
Bo Kaizen zakłada, że ludzie blisko procesu mają zarówno wiedzę jak i decyzyjność do wprowadzania małych zmian. Toyota tak to zaprojektowała. Małe, zwarte grupy, z realnym mandatem do zatrzymania linii, zmiany ustawienia, przetestowania innego rozwiązania.
Wy macie duże grupy z zerem mandatu. Pracownik widzi problem, zgłasza brygadziście, brygadzista zgłasza kierownikowi, kierownik wpisuje do rejestru, rejestr omawia się na spotkaniu, spotkanie generuje plan działań, który trafia do osoby, która jest odpowiedzialna za wdrożenie, ta osoba ma jeszcze czterdzieści innych planów i właśnie przyszła z urlopu.
Trzy tygodnie po warsztacie Kaizen linia stoi dokładnie tak samo jak przed.
Co zrobić zamiast tego?
Nie piszę tego jako konsultant, który zaraz sprzeda Wam restrukturyzację za pół miliona i wyjdzie. Piszę to jako ktoś, kto sam musi z tym żyć w poniedziałek rano.
Pierwsza rzecz to policzcie ile osób ma jeden brygadzista. Jeśli więcej niż 10, macie problem strukturalny, nie personalny. Brygadzista nie jest zły, a po prostu matematycznie przeciążony - ma za dużo połączeń do zarządzania, żeby był w stanie realnie obserwować proces, a nie tylko reagować na kryzysy.
Druga rzecz, trudniejsza: zdecydujcie co brygadzista może zmienić bez pytania kogokolwiek o zgodę. Jeśli ta lista jest krótsza niż strona A4, Wasza "kultura empowermentu" jest kulturą na slajdach, nie na hali.
Trzecia rzecz, najtrudniejsza to zaakceptujcie, że mniejszy, decyzyjny, odpowiedzialny zespół jest lepszy od dużego, posłusznego i bezpiecznego. Armia wiedziała to od Cezara.
Wasze hale produkcyjne odkryją to może za kolejne dwadzieścia lat, jeśli zdążą przed następną restrukturyzacją.
Zasada dwóch pizz nie jest modą z Doliny Krzemowej. Ona jest opisem tego, jak ludzie naprawdę działają w grupach, co potwierdziła ewolucja, antropologia, psychologia i kilka tysięcy lat historii wojskowości.
Pytanie nie brzmi "czy zmienić strukturę zespołów". Pytanie brzmi "ile Was kosztuje każdy miesiąc, kiedy jej nie zmieniacie"?
kontakt@szefprodukcji.pl
+48 661 098 407