Logo
arrow left
arrow right

Tradycyjna chlebowość vs ecodriving w Twoim audycie energetycznym

27 sierpnia 2026
man in white dress shirt sitting by the table

Jeśli nie śledziliście afery tygodnia to tradycyjna chlebowość pochodzi z oficjalnego, opłaconego z Waszych podatków raportu o tym, jak Polacy postrzegają samych siebie. Nie wiem, czym jest "chlebowość" ani czy da się ją zważyć, ale internet już zdążył zrobić z niej osobną kategorię bytu, memy i konto na X. Raport napisała w dużej mierze AI za panią profesor  która broniła się, że sztuczna inteligencja robiła "wyłącznie transkrypcję, streszczenia i redakcję". Czyli chlebowość napisała się sama, ona tylko przechodziła w pobliżu klawiatury.

Co to ma wspólnego z moim światem? Niewiele, ale naciągam ile się da. Co tym razem? Wasz audyt energetyczny. Ostatnio coś zaczyna się dziać w tym temacie i wiele raportów przechodzi przez moje ręce jak wdrażam ISO 50001. Takie raporty mają swoją własną chlebowość od lat, tylko nikt się z niej nie śmieje, bo nie napisała jej AI, tylko pan Zdzisław, który robi audyty od 2004 i w każdym, dosłownie w każdym, wpisuje jedno i to samo zdanie: "zaleca się wdrożenie zasad ecodrivingu wśród kierowców floty firmowej."

Ecodriving, czyli tradycyjna chlebowość, tylko bez AI

Zróbmy mały test. Ile razy w Waszym audycie energetycznym pojawiło się słowo "ecodriving"? Jeśli macie choć jeden samochód służbowy - stawiam, że raz. Jeśli macie ich pięć - też raz, bo formułka jest ta sama niezależnie od skali. Ecodriving trafia do audytów energetycznych fabryk, cementowni, drukarni i piekarni (tu przynajmniej jest tematycznie na miejscu). Rzadko kto sprawdza, ile realnie waży transport we flocie firmowej w całkowitym bilansie energetycznym zakładu. Czasem to promil. Nie szkodzi - zdanie i tak wchodzi, bo jest tanie, nieszkodliwe, brzmi profesjonalnie i nikt nigdy nie zapytał audytora, dlaczego akurat to.

To jest różnica między chlebowością a ecodrivingiem tylko na pierwszy rzut oka. AI wymyśla słowo, którego nie ma, bo nie ma pewnych danych i chce być pomocne za wszelką cenę. Człowiek od piętnastu lat wpisuje realne, istniejące słowo, którego dawno nikt nie zweryfikował pod kątem sensu dla akurat tego zakładu, bo tak jest szybciej i nikt tego nie kwestionuje. AI wymyśla nowy bełkot. Człowiek recykluje stary. Efekt końcowy identyczny, bo raport, w którym połowa treści nie ma związku z Waszą rzeczywistą sprężarkownią, kotłownią czy linią produkcyjną, tylko z tym, co było łatwo napisać.

Scena, którą znacie, tylko nazywaliście ją inaczej

Wyobraźcie sobie audyt energetyczny sprzed pięciu lat. Sto dwadzieścia stron, wykresy, tabele i na stronie czterdziestej siódmej: "zaleca się wdrożenie zasad ecodrivingu." Nikt tego nie wdrożył, bo nikt tego nawet nie przeczytał do końca. Raport wylądował w segregatorze opisanym "Audyty 2021".

Teraz przeskoczmy w przyszłość, o dwa, trzy lata. Ten sam zakład, nowszy audytor, nowsze narzędzia. Zamiast przepisywać stary szablon ręcznie, ktoś wrzuca dane wejściowe do AI, żeby przyspieszyć robotę. AI, nieznające lokalnego kontekstu, w rubryce "działania możliwe do wdrożenia" grzecznie dopisuje coś swojego, równie ogólnego jak ecodriving, tylko brzmiącego nowocześniej - powiedzmy, "optymalizacja algorytmiczna harmonogramu pracy urządzeń grzewczych", bez żadnej konkretnej metodyki pod spodem, bo model nie miał danych, więc uprawdopodobnił. Raport trafia do zarządu, cele energetyczne zatwierdzone, audytor jednostki certyfikującej pół roku później pyta o metodykę tej "optymalizacji algorytmicznej" i okazuje się, że nikt nie potrafi jej wyjaśnić, bo nikt jej nigdy nie robił.

Dwa audyty, dwadzieścia lat postępu technologicznego między nimi, ten sam grzech: rekomendacja, która brzmi dobrze i nic nie kosztuje autora, bo nikt jej nigdy nie zweryfikuje w praktyce. Zmienia się tylko narzędzie produkujące bełkot. Ecodriving był ręcznie robioną, rzemieślniczą chlebowością, zanim jeszcze ktokolwiek wiedział, co to jest AI.

Dlaczego ISO 50001 nie kupuje ani jednej, ani drugiej wersji

Cała konstrukcja tej normy stoi na tym, że rekomendacje w systemie zarządzania energią muszą wynikać z realnego przeglądu energetycznego, czyli z policzenia, gdzie w zakładzie faktycznie leży największy potencjał oszczędności, a nie z tego, co najłatwiej wpisać na stronę czterdziestą siódmą. Norma nie pyta, czy rekomendację wymyśliła AI, czy przepisał ją zmęczony audytor po raz setny. Pyta, czy ktoś odpowiedzialny sprawdził, że ma ona związek z Waszym rzeczywistym profilem zużycia, i czy potraficie to wykazać liczbami.

Policzmy to na chłodno, bo ta afera rządowa to jednak mega przypał. Zawieszony certyfikat ISO 50001 to utrata prawa startu w przetargach wymagających certyfikacji, powtórny audit certyfikujący płatny od zera i miesiące tłumaczenia zarządowi, dlaczego cele policzono na rekomendacji, której nikt nie umiał obronić. Rachunek za firmową chlebowość, w każdej wersji, czy to ręcznej czy algorytmicznej bywa wyższy niż koszt samego audytu, który miał go uniknąć.

Co z tego wynika, zanim ktoś zapyta Was, skąd ten ecodriving

Trzy pytania, zanim to Wasze rekomendacje trafią przed audytora, a nie przed śmiejący się internet:

  1. Czy w Waszym ostatnim audycie jest choć jedna rekomendacja, którą ktoś wpisał, bo "zawsze się wpisuje", a nie dlatego, że policzono jej realny wpływ na Wasz bilans?
  2. Czy macie dokument - raport, cel, wskaźnik - oparty na liczbie, której nikt ostatnio nie skonfrontował z rzeczywistością na hali?
  3. Gdyby audytor zapytał jutro "skąd ta rekomendacja i ile realnie daje", macie odpowiedź inną niż "tak jest w szablonie" albo "tak wyszło z systemu"?

Jeśli na którekolwiek z tych pytań odpowiedź brzmi "chyba tak, ale nie jestem pewien", macie własną, firmową chlebowość. Może pisaną przez AI, może przez pana Zdzisława od piętnastu lat, efekt identyczny. Różnica jest tylko taka, że u Was jeszcze nikt się z tego nie pośmiał publicznie. Audytor się nie śmieje. On zawiesza certyfikat.

#produkcjaBEZwymówek

#audytNIEdoszuflady

 

kontakt@szefprodukcji.pl

+48 661 098 407