arrow left
arrow right

Sok ze sfermentowanych winogron i przecinek, który zmienia świat

08 stycznia 2026
man in white dress shirt sitting by the table

W ubiegłym roku podczas jednej z kolacji służbowych, obsługiwał nas sommelier. Człowiek błyskotliwy, o ogromnej wiedzy i przy tym bardzo zabawny. Taki, który potrafił opowiadać o winie jak o kulturze, historii i emocjach, a nie wyłącznie o taninach i bukiecie. W pewnym momencie, pomiędzy jednym kieliszkiem a drugim, zdradził nam anegdotę ze swojego życia zawodowego.

Powiedział, że jest jedynym sommelierem, którego wyrzucono z pewnego towarzystwa sommelierów. Powód był prozaiczny, choć dla wielu niewybaczalny. Podczas prestiżowego konkursu degustacyjnego, w chwili pełnej ciszy i namaszczenia, miał powiedzieć: „Proszę państwa, nie przesadzajmy. Mimo wszystko to nadal sok ze sfermentowanych winogron”.

Herezja. Bluźnierstwo. Zburzenie świątyni.

A jednak w tym zdaniu było coś odświeżającego. Zdrowy dystans i przypomnienie, że nawet najbardziej wyrafinowany produkt nie przestaje być tym, czym jest w swojej istocie. Cała reszta, ceremoniał, język, normy i rytuały, to jedynie narzędzia. Mają nam pomagać, a nie nas zniewalać.

Dlaczego w ogóle o tym piszę? Bo ostatnio, czytając w mojej linkedinowej bańce kolejne wpisy o tym, jak nowe normy zmienią świat, zaczynam się zastanawiać, czy świat konsultingu nie oszalał. Rozumiem mechanizm. Każdy chce sprzedawać. A skoro ISO 9001 nie było aktualizowane od dekady, to dla wielu jest to idealny moment na nowe żniwa, nowe prezentacje i nowe narracje o przełomie.

Co więcej, nie piszę tego z pozycji kogoś stojącego z boku. Sam wdrażam normy ISO. Pracuję z nimi na co dzień i widzę ich sens. Ale dla mnie są one zbiorem dobrych praktyk, punktem odniesienia i narzędziem do porządkowania rzeczywistości, a nie świętą księgą, która sama z siebie ma moc przemiany organizacji.

I tu pojawia się pytanie, dziś wyjątkowo aktualne. Czy w obliczu kolejnych aktualizacji norm ISO również nie przesadzamy?

Przecinek ma znaczenie. Zmienia sens zdania, porządkuje myśl i zapobiega nieporozumieniom. Ale czy naprawdę jest tym najważniejszym? Czy od nowej interpretacji normy, od zmiany zapisu albo doprecyzowania definicji rzeczywiście zależy to, jak prowadzimy biznes, jak traktujemy klientów i jak współpracujemy z ludźmi?

Czasem można odnieść wrażenie, że zaczynamy wierzyć, iż zmiana dokumentu zmienia rzeczywistość. Że nowa wersja normy automatycznie czyni firmę lepszą, procesy mądrzejszymi, a decyzje bardziej etycznymi. Jakby od tej chwili biznes miał wyglądać inaczej tylko dlatego, że pojawił się nowy punkt, nowa interpretacja albo nowy przecinek.

A przecież biznes, podobnie jak wino, nie dzieje się w dokumentach. Dzieje się w relacjach, w odpowiedzialności i w jakości codziennych decyzji. Normy są mapą, nie terytorium. Mogą pomagać, ale nie zastąpią myślenia. Mogą porządkować, ale nie zdejmują z nas odpowiedzialności.

Sommelier z tej anegdoty zapewne wiedział, że jego słowa są prowokacją. A prowokacje bywają potrzebne, by przypomnieć o proporcjach i o tym, by nie pomylić etykiety z zawartością butelki.

Bo ostatecznie, niezależnie od liczby certyfikatów, audytów i aktualizacji, wino wciąż pozostaje sokiem ze sfermentowanych winogron. A biznes nadal jest działalnością ludzi dla ludzi. Reszta to oprawa. Ważna, ale jednak tylko oprawa.

 

kontakt@szefprodukcji.pl

+48 661 098 407