Logo
arrow left
arrow right

JAK PRZEJŚĆ PRZEZ AUDYT ETYCZNY I NIE ZWARIOWAĆ

07 maja 2026
man in white dress shirt sitting by the table

Słyszysz hasło audyt etyczny i już wiesz, że w przyszłym tygodniu trawa tzn. hala błyśnie zielenią. Nadchodzi ten magiczny czas w roku (i nie są to Święta), kiedy cała fabryka nagle przechodzi zbiorowe nawrócenie. Produkcja, która na co dzień przypomina plan filmowy Mad Maxa, w trzy dni zamienia się w plan zdjęciowy reklamy jogurtu. Jako szef produkcji masz wtedy jedno, ale za to zaj... ważne zadanie: dopilnować, żeby ten wielki teatr dla gości nie spłonął przed końcową owacją.

Sam byłem odpowiedzialny za IWAY, przechodziłem audyty SMETA i inne korporacyjne pierdololo. Wiem, co to znaczy pocić się przed audytorem, który akurat postanowił sprawdzić, czy podwykonawca podwykonawcy płacił ZUS za pana z ochrony. Przerabiałem to wszystko – od chowania przed auditorem wózków widłowych bez UDT na TIR-a, przez demontaż pieca, w którym szef chciał palić paletami i ogrzewać halę, po zamykanie produkcji na jednym dziale, bo „jeszcze nie ruszyła, więc nic na niej nie robimy”.

Prawda o tych standardach jest taka, że to nie są rekolekcje dla zarządu.
W mojej osobistej opinii to czysty, zimny interes, ubrany w szaty troski o ludzkość. To bilet wstępu do ligi, gdzie płacą w twardej walucie, pod warunkiem, że potrafisz wystarczająco wiarygodnie udawać świętego.

Selekcja na bramce do korporacyjnego raju

Audyt etyczny działa dokładnie tak, jak selekcja w modnym klubie. Jeśli nie masz odpowiedniego papierka (albo jesteś w sportowych butach), to stoisz w kolejce z całą masą garażowych firm (lub Sebixów), które biją się o ochłapy, tnąc ceny do kości. Z zaliczonym audytem stoisz przed wejściem dla VIP-ów.

Twoi klienci z globalnych korporacji wcale nie chcą sprawdzać, czy jesteś dobrym człowiekiem i czy kochasz swoich pracowników jak własną rodzinę. Oni szukają firm z certyfikatem (czyt. dupokrytką). Kupują od Ciebie raport z audytu, żeby w razie jakiejkolwiek wtopy ich dział PR mógł wyjść do mediów, pokazać segregator pełen załączników i powiedzieć, że przecież wszystko sprawdzili i oni są czyści. Płacisz za ich święty spokój, a w zamian dostajesz kontrakty na lata. To jest prosta wymiana handlowa: Ty dajesz im iluzję bezpieczeństwa, oni dają Ci robotę.

Akt I – Malowanie trawy

Wszyscy znamy te przygotowania. Na tydzień przed wizytą hala zaczyna lśnić bardziej niż lustra w łazience. Ludzie nagle doznają olśnienia i przypominają sobie, że okulary ochronne nosi się na oczach, a nie w kieszeni.

Zabawne, że przez pozostałe 360 dni w roku walka o te same okulary przypomina użeranie się z przedszkolakami, ale kiedy pojawia się gość z tabletem i zagranicznym akcentem, dyscyplina rośnie szybciej niż ceny paliw w ostatnim miesiącu. Zarabianie na audytach polega właśnie na tym, że masz system odporny na dociekliwe pytania. Jeśli w dokumentacji zgadzają się grafiki, utylizacja odpadów i szkolenia BHP, stajesz się bezpiecznym dostawcą.
A bezpieczny dostawca to taki, którego trudniej wyrzucić z listy i któremu trudniej urwać z ceny przy negocjacjach, bo przecież jest taki „etyczny”.

Krwawy kobalt, czyli koniec bajki

Przeczytałem ostatnio książkę, która potwierdza po części moją opinię, że to wszystko to farsa, i to na skalę światową. Z jednej strony masz lśniącą fabrykę w Polsce, gdzie audytor przez dwie godziny debatuje nad tym, czy temperatura posiłku regeneracyjnego w stołówce jest zgodna z normą. Z drugiej strony bierzesz do ręki książkę Krwawy kobalt Siddharthary Kary i nagle masz ochotę zaśmiać się audytorowi prosto w twarz.

Kara opisuje fundament nowoczesnego przemysłu. Kobalt, który siedzi w Twoim telefonie, w Twoim lśniącym aucie elektrycznym i w akumulatorze wózka widłowego na hali, wygrzebują dzieci gołymi rękami w Demokratycznej Republice Konga. Robią to w dziurach w ziemi, które zawalają się przy lada deszczu. Te same korporacje, które przysyłają do Ciebie ludzi, żeby sprawdzili, czy Pan Janusz ma ergonomiczne krzesło, kupują surowce z miejsc, gdzie pojęcie godności pracy nie istnieje.

Biznes kocha iluzję

Nie mam złudzeń i Ty też nie miej. Certyfikat na ścianie nie czyni Cię zbawcą świata. Biznes kocha iluzję, bo ona pozwala wszystkim spokojnie spać. Wszyscy umówiliśmy się, że będziemy grać w tę grę i udawać, że audyty działają, dopóki raporty w Excelu świecą się na zielono, a na produktach końcowych nie widać śladów krwi.

Kiedyś na szkoleniu z Wewnętrznego Systemu Kontroli pracownik naszego Ministerstwa wydający pozwolenia na produkcję dual use powiedział, że on jako zootechnik to się na tym za bardzo nie zna. Jednak jego praca jest bardzo odpowiedzialna, bo musi zdecydować, czy jak nie wyda zezwolenia, to na Podkarpaciu będą głodne dzieci (bo rodzice nie będą mieli pracy), czy na Bliskim Wschodzie się pozabijają, bo zrobią z nich broń.

Graj w tę grę, bo bez niej wypadniesz z rynku. Przechodź te audyty, sam wiem, ile to kosztuje zdrowia, ale pilnuj porządku w papierach i zarabiaj na tym pieniądze. Tylko miej na tyle przyzwoitości, żeby po wyjeździe audytora nie uwierzyć we własny PR. System nie jest etyczny. Jest tylko bardzo dobrze wypolerowany pod klienta, który chce czuć się dobrze, wydając Twoje ciężko zarobione pieniądze.

A teraz wracajmy na halę sprawdzić, czy paleta zastawia gaśnicy.

kontakt@szefprodukcji.pl

+48 661 098 407